Euro tonie, co nie podoba się giełdom
Końcówka roku przyniosła osłabienie europejskiej waluty względem jena i dolara. Kryzys w Eurolandzie przypomniał się inwestorom, co w środę odebrało ochotę do „strojenia okien”. Dziś rozpoczyna się pierwsza połowa meczu o utrzymanie dodatniego bilansu w Ameryce.
Blisko pół biliona euro, jakie EBC pożyczył europejskim bankom, zamiast do gospodarki w większości trafiło na jednodniowy depozyt we Frankfurcie. To przypomniało inwestorom, że kryzys bankowy nie został odwołany i że nawet biliony euro wpompowane w system mogą nie przywrócić zaufania do niego.
Groźba powtórki scenariusza z jesieni 2008 roku sprowadziła notowania pary euro-dolar poniżej poziomu 1,29 i niemal wyrównane zostało tegoroczne minimum z początku stycznia. Wspólnotowa waluta otarła się też o parytet z japońskim jenem (100 do 1), co zdarzyło się po raz pierwszy od dekady.
Aprecjacja dolara wywołała silną przecenę surowców – zarówno złota, srebra jak i metali przemysłowych i w mniejszym stopniu ropy naftowej. Pogorszenie nastrojów zaszkodziło amerykańskim indeksom – S&P500 wciąż balansuje na krawędzi tegorocznego otwarcia. Tymczasem w interesie funduszy jest pokazać choćby minimalny zysk i trzeci z kolej rok „hossy”. Zarządzający na jej naprawienie mają jeszcze dwie sesje.
Tą grę dobrze zrozumieli inwestorzy z Azji, gdzie giełdy nie zamierzały powielić amerykańsko-europejskiej zniżki. Indeksy w Tokio i Bangkoku traciły tylko 0,3%, zaś Szanghaj i Kuala Lumpur utrzymywały się na plusie.
O godzinie 7:45 ponad kresą pozostawały także notowania kontraktów terminowych na główne indeksy europejskie. Futures na DAX i CAC40 zyskiwały po niespełna 0,4%. Kontrakty na S&P500 rosły o 0,3%.
K.K.
- Data dodania: gru 29, 2011
- Autor: Bankier
- wyświetlany: 720
-
Źródło:
Bankier.pl
- Kategoria: Finanse