"Organizowanie kampanii reklamowych zawsze będzie tu atrakcyjne ze względu na fakt, że reszta świata
wygląda już bardzo podobnie, a Afryka wciąż jest inna, nieokiełznana", fot. arch. AfricaLine
Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Można tak po prostu spakować się i przenieść z Polski do Kenii?
Grzegorz Kępski, africaline.pl: Można, oczywiście, że można... zwłaszcza, kiedy jest się zakochanym (śmiech). W styczniu 1997 roku wylądowałem na lotnisku w Nairobi i... zakochałem się w Kenii jak w pięknej kobiecie, szaloną miłością. Dzisiaj ta miłość dalej jest szalona, choć już bardziej dojrzała.
Wtedy, 10 minut po wylądowaniu, wyjeżdżając z lotniska zobaczyłem żyrafy! Oświetlone niemal teatralnym słońcem, jakiego wcześniej nie widziałem. A był styczeń… Rozumie Pani moje oczarowanie.
Przyjechałem wspinać się na Mt. Kenya i zostałem. Nawiasem mówiąc, dwa tygodnie temu znowu się tam wspinałem, ciągle tam wracam, jak na miejsce pierwszej randki.
Grzegorz Kępski, AfricaLine.plAle dlaczego Afryka?
Bo żyrafy i światło (śmiech). A poważnie – to ostatnie prawdziwe miejsce na Ziemi. Prawdziwe, tzn. wolne, pełne przestrzeni, cudownej przyrody, krajobrazów, zwierząt, uśmiechniętych, szczerych ludzi. Niewiele hipokryzji. Ilość zakazów i ograniczeń w stosunku do Europy jest tak znikoma, że można powiedzieć, że ich nie ma. Choć są oczywiście.
Wszystko, o czym mówię nie dotyczy rządów afrykańskich krajów, te są skorumpowane do granic ludzkiej wyobraźni. Ale prawdziwi ludzie są wspaniali.
W Europie nie mogę wysiąść z samochodu i iść tak po prostu po horyzont i jeszcze dalej. Tutaj wciąż mogę…
Będę drążyć dalej. Skąd wobec tego akurat Kenia?
Kto pozna Afrykę wie, że Kenia jest musuri sana! Jest tu wszystko – kilka pustyni, lodowce, rzeki, jeziora słone, słodkie i zasadowe, tryskające źródła, ocean, białe plaże, góry, miliony zwierząt, cedrowe lasy, sawanna, stepy. Tu narodził się człowiek. Coś jeszcze, żeby Panią przekonać?
Chyba wystarczy. To teraz bardziej technicznie – został Pan w tej Afryce i co? Od czego zaczął nowy rozdział w życiu?
Wylądowałem w Nairobi, pojechałem na camping i spotkałem Mamę Roche – jedną z najwspanialszych osób na ziemi. Mama Roche (Janina Jurkowska) była moją afrykańską matką i przyjaciółką. Już nie żyje, ale mieszkałem u niej dwa lata, och, co to były za opowieści… Później - pamiętam, że w wigilię Bożego Narodzenia - wprowadziłem się już do swojego domu.
Co w tej materii zmieniło się do dzisiaj?
Mam dom, a nawet dwa. Jeden nieopodal Nairobi, a drugi „na końcu świata” czy raczej w jego początku - bez zasięgu telefonicznego i prądu, za to tam jest najpiękniej. To najpiękniejsze miejsce na Ziemi i jeżeli ktoś powie inaczej, to chętnie się z nim zmierzę. (śmiech)
Ile trwała akomodacja w nowym miejscu?
Ponieważ byłem w Afryce bardzo zakochany, życie w Kenii wciąż traktowałem jak nagrodę. Czułem się tu od pierwszego dnia wspaniale. Czas biegnie dużo, dużo wolniej niż w Europie, co nie znaczy, że się tu nie pracuje - pracuje i to ciężko, ale czas nie jest żadną wartością matematyczną, obiektywną, jest subiektywny. Godzina jest taka, jaką chcemy, żeby była… wyobraża sobie to Pani?
Pewnie. Ale nie uwierzę, że nieustannie trwa sielanka. Codzienne problemy to?
No cóż, pewnie są podobne, jak w innych zakątkach świata. Najbardziej uciążliwa jest administracyjna biurokracja… Tak, afrykańskie rządy nie są fajne. Choć w Kenii wyspecjalizowali się już tzw. „załatwiacze” i najczęściej to z ich pomocy korzysta się, kiedy już trzeba mieć styczność z urzędami.
"Przyjechałem wspinać się na Mt. Kenya i zostałem. Nawiasem mówiąc, ciągle tam wracam, jak na miejsce
pierwszej randki", fot. ingimage.com
Mówią, że obraz Afryki bywa koloryzowany na potrzeby turystów. Wozi się ich na przykład dzielnicami zamieszkałymi przez dyplomatów, trzymając z dala od prawdziwego oblicza kontynentu. Pamięta Pan pierwsze uderzenie tej surowej rzeczywistości, odzianej z pozorów?
Ja od razu znalazłem się w tej „afrykańskiej rzeczywistości”, ale zapewniam Panią - ona nie stwarza pozorów. Jest czysta, czystsza moralnie niż europejska rzeczywistość. Ta dopiero musi wyglądać, kiedy pozbawi się ją pozorów...
Szokujący więc był moment, w którym zacząłem odwiedzać i bywać, z racji wykonywanej pracy, w Afryce dla dyplomatów. Brzydko tam...
"Wtedy, 10 minut po wylądowaniu, wyjeżdżając z lotniska, zobaczyłem żyrafy. Rozumie Pani moje
oczarowanie?", fot. ingimage.com
W Afryce rozwarstwienie społeczne widać chyba silniej niż gdziekolwiek indziej. Zaskakują Pana jeszcze te społeczne kontrasty?
Kontrastów jest wiele i widać je wszędzie. Nie znaczy to jednak, że jest to bardzo złe. Źle zaczyna być wtedy, kiedy zaczyna się bieda, prawdziwa bieda… Wtedy boli i zadziwia, jak krótkowzroczne są rządy krajów afrykańskich, ale i tzw. rozwiniętych.
Te kontrasty najbardziej widać w miastach, jak wszędzie na świecie. Poza nimi wszystko wygląda podobnie, z punktu widzenia Europejczyka pewnie biednie, ale to nieprawda - tam nie ma biedy, przynajmniej w Kenii ludzie żyją prostym, prawdziwym życiem i uśmiech widoczny jest na każdym kroku.
Miasto zawsze jest bezwzględnie bliżej polityki i zachłannych gospodarek. Niestety widać już tę formę ekonomii w Afryce, wkracza wielkimi krokami z Azji…
Skoro gospodarka, pomówmy o biznesie. Organizuje Pan niestandardowe, szyte na miarę, wycieczki po Afryce. Co w takim miejscu najbardziej utrudnia realizowanie niestandardowych oczekiwań klientów?
W mojej branży najczęściej brak wyobraźni – klienci często chcieliby być eksploratorami, być tymi pierwszymi gdzieś... oglądać goryle w dżungli, pod warunkiem, że idzie się do nich nie więcej, niż kwadrans i 4-gwiazdkowy hotel jest tuż za rogiem. Niestety te dwa oczekiwania najczęściej się wykluczają.
"W mojej branży najczęściej brak wyobraźni – klienci często chcieliby być eksploratorami, być tymi
pierwszymi gdzieś...", fot. arch. AfricaLine
Biznes ściąga tam w jeszcze innym znaczeniu - Afryka coraz częściej staje się tłem międzynarodowych kampanii reklamowych. Skąd taki kierunek?
Organizowanie kampanii reklamowych zawsze będzie tu atrakcyjne ze względu na fakt, że reszta świata wygląda już bardzo podobnie, a Afryka wciąż jest inna, nieokiełznana. Proszę zauważyć, że na innych kontynentach lokalne tradycje albo funkcjonują w bardzo niewielkim stopniu, albo już nie istnieją. Tutaj owszem, i widać to na każdym kroku.
Dodajmy jeszcze – to się musi opłacać.
Są tu ogromne złoża wszelkich minerałów, dotąd zupełnie nieeksploatowane i pewnie one są najbardziej pożądane dziś i będą największym nieszczęściem Afryki w przyszłości, kiedy wreszcie zaczniemy po nie sięgać. A to będzie oznaczało kolejne konflikty i wojny, i cale to zło, które widać na północy Afryki.
